Głównymi bohaterami Trędowatej są młoda szlachcianka, Stefania Rudecka, guwernantka w pałacu hrabiny Elzonowskiej i ordynat, Waldemar Michorowski. Skromna, pełna wdzięku, piękna dziewczyna i szlachcic, milioner, dziedzic ogromnego majątku, pan zamku w Głębowiczach. Mimo różnicy wieku i co najważniejsze - sfer, z jakich pochodzą, między nimi rodzi się ogromne uczucie. Stefcia, która pokochała Waldemara całym swym młodziutkim sercem wie, że jest to zakazana miłość. Toczy ze sobą długą wewnętrzną walkę, a oliwy do ognia dolała bolesna prawda o przeszłości jej babci, Stefani Korwiczówny. Miłość jednak zwycięża - Stefcia i Waldemar, ku wielkiemu oburzeniu wyższych sfer, zaręczają się. Szczęście młodych rozkwita wraz z nadchodzącą wiosną, zdaje się, że duchy przeszłości i rzekoma klątwa została zażegnana. Wszystko dąży do tego jednego czerwcowego dnia, kiedy przeznaczeni sobie mieli się połączyć.
Sfera nie chciała jednak tak łatwo dać za wygraną. Mariaż jednego z najważniejszych ludzi w kraju z dziewczyną niżej urodzoną był mezaliansem wręcz wykraczającym poza ich pojmowanie. Zdolni do obłudy i intryg, dołożą wszelkich starań, by owa trędowata nie zdołała zbrukać ich szlacheckiej godności, tradycji i krwi.



Któż nie słyszał o najsłynniejszym polskim melodramacie, Trędowata? Był aż czterokrotnie ekranizowany, lecz chyba najbardziej znaną adaptacją powieści Heleny Mniszkównej jest ta z roku 1976, gdzie w postać Stefci wcieliła się wspaniała aktorka, Elżbieta Starostecka. I to właśnie ten film sprawił, że zakochałam się w historii młodej guwernantki. Książka spadła mi niemal jak z nieba, choć dość długo zwlekałam się z jej przeczytaniem.
Fabuła powieści sama w sobie jest wspaniała, lecz wciągnie tylko te osoby, które tak jak ja, wrażliwe są na piękno i dźwięki przyrody, której opisy są tutaj bardzo dokładne i dobrze rozbudowane. Stylem nawiązuje nieco do Lucy Maud Montgomery lub nawet samej Jane Austen. Nie ukrywajmy również, że jest to dość łzawy melodramat - niektórzy złośliwi określają go nawet jako "romansidło dla kucharek". Ale czy jest to aż tak wielka ujma, by zrażać się do tej powieści? Nie. Są w niej zawarte uniwersalne prawdy i nauka, że w życiu nie tylko stanowisko, pieniądze, tytuły czy władza są najważniejsze i windują człowieka do rangi najwyższego. To również doskonały przykład na to, że prawdziwa miłość jest zdolna do pokonania nawet największych, często postrzeganych jako nieosiągalnych, barier.

W przypadku Stefci i Waldemara była to miłość tragiczna, lecz na pewno wieczna, taka, której nie zdołała pokonać nawet śmierć. Zakończenie dosłownie wyciskało mi łzy z oczu i choć to bolało, nie byłam w stanie odłożyć książki dopóty, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony. Trędowatą polecam wszystkim, zwłaszcza iż jest przykładną przedstawicielką polskiej literatury. Nie wierzcie twierdzeniom, że to kicz i szmira - to NIEPRAWDA. Takich książek dziś się już nie pisze i myślę, że warto wspierać to, co wyszło spod pióra polskich autorów.

9,7/10 

Tytuł: Trędowata
Autor: Helena Mniszkówna
Wydawnictwo: Edipresse
okładka: miękka
liczba stron: (cz.I) 366 (cz.II) 349 = 715

Brak komentarzy: